Na dworze tęgi mróz, więc trzeba ogrzewać mieszkania i domy, co niestety kosztuje i to dużo. Stare systemy ogrzewania budynków raczej nie są optymalnie rozwiązane. Wymyśliłem jednak pewną sztuczkę, która pozwala na zaoszczędzenie opłat za ogrzewanie.Co ciekawe, oszczędzić w ten sposób na opłatach za ogrzewanie da się tylko w mieszkaniach z kaloryferami starego typu. Powszechnym problemem jest w nich brak termostatów, przez co kaloryfer grzeje cały czas bardzo mocno.
Prawdziwym problemem są zwłaszcza sypialnie – nagrzanie w nich powyżej 21 stopni celsjusza powoduje, że w takim pomieszczeniu absolutnie nie da się spać i boli głowa. Rozwiązaniem mało optymalnym jest ciągłe wietrzenie pomieszczeń: kaloryfer wściekle grzeje, a my potem całe nagrzane powietrze wysyłamy przez okno w świat – ani to tanie, ani ekologiczne.
Z pomocą przychodzą stare, żeliwne kaloryfery. Mają pewną wadę: długo się nagrzewają. Ta wada może być też zaletą: długo oddają ciepło. W związku z tym robię tak: w dzień kaloryfery sobie grzeją, a na noc je zakręcam. Jeżeli budynek jest dobrze ocieplony, to spokojnie przez noc w sypialni będzie utrzymywać się optymalna temperatura do spania. Rano odkręcam kaloryfer, żeby sobie hulał dalej. I sprytnie, i tanio, i zdrowo!





Lepiej po prostu pilnować optymalnego ustawienia termostatu na grzejniku. Czyli ustawiamy go na 18 stopni. Rano i tak w sypialni spędzamy niewiele czasu, większość w łazience i kuchni.
Jak komuś bardzo zależy na tym, by rano w sypialni było cieplej, może zainwestować w inteligentne (programowalne) termostaty.
Krzysztof, masz rację, ale ja na tych kaloryferach nie mam termostatów i nie chcę inwestować, bo planowana jest w najbliższym roku wymiana całej instalacji grzewczej. Oczywiście masz rację, że programowalne termostaty ą najlepszym rozwiązaniem (najbardziej zaawansowanym i precyzyjnym), ale proponowane przeze mnie rozwiązanie jest najłatwiejsze i najszybsze do wdrożenia