Na jaki samochód mnie stać?

Samochód w naszym społeczeństwie to coś więcej niż tylko urządzenie do przemieszczania się z punktu A do punktu B. To także wyznacznik społecznego statusu, a nierzadko wręcz członek rodziny. Na jaki samochód nas stać? Jak wyliczyć budżet na samochód? Jak nie stać się niewolnikiem swojego auta?

Wiele osób prowadzących własne przedsiębiorstwa przemieszcza się samochodami o sporej wartości, wzbudzając zazdrość pracowników, znajomych czy sąsiadów. Mało kto jednak pamięta, że stoi za tym kalkulacja podatkowa – kupując drogi samochód płacą niższe podatki.

Tak wygląda schemat zarobków osoby pracującej na etacie:

Przychód – Podatki = Kwota na Wydatki

Inaczej sprawa wygląda u przedsiębiorców:

(Przychód – Wydatki) – Podatki = Kwota na Wydatki (takie, których nie można odliczyć od podstawy opodatkowania)

W dużym uproszczeniu można przyjąć, że właściciel firmy, która dobrze zarabia może sobie pozwolić na droższy samochód, bo dzięki temu płaci niższe podatki.

A na jaki samochód stać osobę, która nie ma firmy?

Osobiście wyznaję zasadę, że cena samochodu, który mamy zamiar kupić nie powinna być wyższa niż nasze 3 lub 6 miesięczne dochody. Skąd takie widełki? Jeżeli mamy różne obciążenia finansowe, np. planujemy kupno mieszkania lub duży remont, lepiej żeby cena samochodu była bliższa naszym trzymiesięcznym zarobkom. Jeżeli nie mamy innych zobowiązań możemy pozwolić sobie na odrobinę luksusu i kupić samochód w cenie bliższej naszym półrocznym zarobkom. Znam przypadek, w którym osoba zarabiająca bardzo dobrze kupiła drogi samochód, który kosztował ją ok. cztery miesięczne pensje, a więc całkiem niedużo. Niestety, w swoich planach nie uwzględniła dużych obciążeń z okazji kredytów hipotecznych, co spowodowało kłopoty finansowe. Duże zarobki to nie wszystko.

Wiele osób może stwierdzić: ale przecież są kredyty i mogę sobie kupić samochód za kwotę moich rocznych albo nawet dwuletnich zarobków, przecież go spłacę. To prawda. To jest jednak prosta droga do stania się niewolnikiem własnego samochodu.

Po czym poznać osobę, która kupiła samochód, na który ją nie stać?

Pod marketem za każdym razem ogląda samochód ze wszystkich stron, żeby stwierdzić, czy nikt nie sprofanował auta. Na fotelach lśnią nowością pokrowce, na kierownicy są trzy blokady, na skrzyni biegów dwie, a w samochodzie są zainstalowane dwa niezależne alarmy. W nocy co godzinę podchodzi z bijącym sercem do okna, żeby sprawdzić, czy „coś złego” nie dzieje się z samochodem. Samochód nigdy nie jest myty w myjni automatycznej, bo szczotki na pewno zniszczą lakier… Wiecie już o co chodzi?

Nowy Mercedes klasy E kosztuje ok. 250 tys. zł. Podążając moimi założeniami oznacza to, że stać na niego osobę zarabiającą ok. 40 tys. zł netto miesięcznie (6 x 40 tys. zł = 240 tys. zł). Są osoby, które mają takie przychody i niech one kupują auta tej klasy, bo je na to stać.

Na jaki samochód stać przeciętnego Polaka?

Zróbmy proste wyliczenie: w roku 2009 średnia pensja wynosiła ok. 3200 zł brutto. Netto daje to kwotę ok. 2300 zł. Czy to oznacza, że możemy sobie kupić samochód za 6 x 2300 zł = 13 800 zł? NIE! Bo zapomnieliśmy o tym, że kwota do wydania za samochód, to nie jedyny koszt związany z jego zakupem.

Przede wszystkim zwróćmy uwagę na fakt, że kwota niecałych 14 tys. zł nie pozwala na kupno ŻADNEGO nowego samochodu na polskim rynku. Dlatego farmazrony, bzdety i bełkot wypisują dziennikarze gospodarczy postulujący ograniczenie importu samochodów używanych, w celu rozwinięcia sprzedaży nowych aut. Nie, drodzy farmazoniarze, koledzy po piórze, ale nie po umyśle (sam jestem dziennikarzem). Otóż Polaka NIE STAĆ na nowy samochód. A jak zabierzecie mu możliwość kupna używanego, to będzie jeździł autobusem.

Kupując używany samochód powinniśmy podjechać przed dokonaniem transakcji do diagnosty lub znajomego mechanika i sprawdzić czy nie jest to auto z „bogatą historią”. Proste badanie kosztuje ok. 100 zł, szczegółowe może kosztować nawet kilkaset. Dla uproszczenia załóżmy, żę trzeba wydać 200 zł.

Jeżeli samochód będzie w porządku i dokonamy transakcji będziemy musieli wydać trochę pieniędzy w urzędach: 54 zł za nowy dowód rejestracyjny, 12,50 zł za komplet nalepek legalizacyjnych, 80 zł za tablice rejestracyjne. Razem: 146,50 zł.

Ponieważ nie kupujemy nowego samochodu, ale używany, powinniśmy wrócić do mechanika i koniecznie wymienić olej i filtry: oleju i paliwa. Tutaj ceny będą się oczywiście różnić w zależności od marki i modelu samochodu, ale taka operacja musi kosztować nie mniej niż 200 zł.

Kolejna rzecz, którą musimy wymienić, jeżeli nie chcemy mieć kłopotów, to pasek rozrządu. Części kosztują ok. 300-400 zł, robocizna drugie tyle. Przyjmijmy, że wymiana paska kosztuje 700 zł.

I jeszcze jedno:  samochód musi obowiązkowo mieć ubezpieczenie OC. W przypadku młodego kierowcy trzeba się liczyć z kwotą powyżej 1000 zł, osoba powyżej 26. roku życia posiadająca zniżki zapłaci w okolicach 500 zł. Dla potrzeb wyliczenia załóżmy, że ubezpieczenie kosztuje 750 zł (szkoda, że ja płacę dwa razy więcej…).

Podsumujmy wydatki okołosamochodowe: 200 zł + 146,50 zł + 200 zł +700 zł + 750 zł = 1996 zł

Gdybyśmy kupili samochód za 13 800 zł, musielibyśmy dołożyć jeszcze 2 tys. zł na opłaty, naprawy i ubezpieczenie. Dlatego od razu powinniśmy odjąć od kwoty 13 800 zł te 2 000 zł. Oznacza to, że możemy kupić samochód za 11 800 zł. Jeżeli dodamy do tego opony zimowe (a jazda na letnich w zime, to kretynizm w czystej postaci) kwota na samochód ulega zmniejszeniu.

Wyliczenie kosztów zakupu auta, które zrobiłem jest dość łagodne: czasami trzeba wymienić jeszcze płyn hamulcowy (ok. 100 zł), klocki, albo tarcze. Musimy o tym pamiętać, bo najgłupszym rozwiązaniem jest kupienie samochodu, który potem stoi, bo nie mamy pieniędzy na niezbędne naprawy albo zapłatę OC.

Pamiętaj o kosztach użytkownia

Wiele osób zapomina, że różne są też koszty użytkowania samochodów. W biznesie istnieje pojęcie TCO – Total Cost of Ownership (Całkowity Koszt Posiadania). To bardzo ważna wartość, bo do ceny zakupu np. samochodu czy jakiegoś urządzenia dodajemy koszty jego instalacji, użytkowania, serwisowania, a nawet zbycia.

Jak TCO ma się do prywatnego samochodu? Proste porównanie: za 15 tys. zł możemy kupić pięcioletniego Opla Corsę z silnkiem 1.0 lub 1.2, albo dwunastoletniego Opla Omegę z trzylitrowym silnikiem. Ta sama cena zakupu małego miejskiego auta i wielkiej, prestiżowej limuzyny. Zwróćmy jednak uwagę na różnice w rocznikach: pięcioletni samochód powinien jeszcze bez problemu pojeździć kolejne pięć lat bez większych napraw. W dwunastoletnim samochodzie możemy się już spodziewać różnych niespodzianek. Koszt ubezpieczenia auta z trzylitrowym silnikiem będzie pewnie dwu-, trzykrotnie większy od ubezpieczenia Corsy 1.0. Nawet taka bzdura jak wymiana świec: w Corsie 1.0 z trzycylindrowym silnikiem będzie nas to kosztować ok. 3 x 20 zł = 60 zł. W sześciocylindrowym silniku Omegi zapłacimy 120 zł.

Nie możemy też zapominać o kosztach utraty wartości samochodu, które są szczególnie wysokie przy dużych, luksusowych samochodach. Małe auta wolniej tracą na wartości.

A co oznacza koszt zbycia? Łatwiej będzie sprzedać małą, oszczędną Corsę. Pewnie wystarczy jedno ogłoszenie na Allegro. W przypadku Omegi może się okazać, że będziemy musieli wystawiać ogłoszenie wielokrotnie na różnych portalach i czekać dłużej na kupca. A to też kosztuje.

Przykładem tego, że trzeba brać pod uwagę Całkowity Kosz Posiadania (TCO) są samochody z silnikiem Diesela. Wszyscy je chwalą za to, że palą niewiele paliwa, które w dodatku jest tańsze od zwykłej benzyny. Trzeba jednak pamiętać, że samochody napędzane olejem napędowym są przeważnie droższe i wymagają częstszych przeglądów. Prawdziwym jednak problemem jest nowoczesna technologia Common Rail, dzięki której Diesele są jeszcze oszczędniejsze. Wadą Common Rail jest bardzo duża wrażliwość na jakość paliwa: wystarczy jedno tankowanie na stacji o złej reputacji, aby silnik stanął, a jego naprawa kosztuje kilka-, kilkanaście tysięcy złotych. W jednym momencie całe oszczędności uzyskane dzięki niższemu spalaniu mogą zostać zabrane przez mechanika.

Podsumujmy:

1. Jeżeli masz obciążenia finansowe (np. kredyt na mieszkanie) kupuj samochód za ok. trzykrotność swoich miesięcznych dochodów.

2. Jeżeli nie masz specjalnych obciążeń możesz kupić droższy samochód, ale staraj się nie przekraczać swoich półrocznych dochodów.

3. Pamiętaj, że samochód po kupnie trzeba zarejestrować, ubezpieczyć, kupić opony zimowe, itp. To też koszty i to nie małe – co najmniej 2 tys. zł. Uwzględnij to w budżecie na auto.

4. Pamiętaj o Całkowitym Koszcie Posiadania. Samochód to nie tylko koszt kupna, ale też spalanie, ceny i dostępność części, ceny napraw i łatwość jego zbycia.

43 myśli nt. „Na jaki samochód mnie stać?

  1. matipl

    Bardzo fajny, lekki tekst.
    Niestety wiele osób kupujących swoje pierwsze auto wogóle nie zastanawia się nad kosztami posiadamia (przeglądy, okresowe wymiany, oc itp).

  2. Lukasz

    Ja kupilem pierwszy samochod za ok 60% miesieczniej pensji, 10-letnia Corse. Ale takie cuda to tylko w UK. Nie szlalem bo chcialem sie przyzwyczic do jazdy po zlej stronie. Zaplacilem 1000 funciakow a ubezpieczenie tego rzecha to bylo ok 500 funtow. Teraz jezdze VW Golfem z 2003 r, w niezlym stanie, kupionym po dobrej cenie. Dla bezpieczenistwa jednak poddalem go pelnemu przegladowi, wymianie wszystkich plynow, nowe opony, nowy akumulator i nowy pasek. Zaplacilem 30% ceny samochodu ;)

    W UK mozna znacznie korzystniej kupic uzywane samochody niz w Polsce, niestety.

    Choc stac mnie na nowy samochod wole kupic lekko uzywany. Wszak samochod to tylko nieznaczacy przedmiot. Dla mnie nie ma znaczenia kolor, marka, rocznik, gadzety. Ma jezdzic i byc niezawodny. Mam gdzies ze sasiad ma nowego Merca, a moj samochod jest najstarszy i najbardziej obdrapany na parkingu. Za to na koncie mam spora nadwyzke.

  3. rafal

    całkiem ciekawy artyuł. Trafne obliczenia. Podoba mi się. Wreszcie jakas opzycja do reklam mydlących oczy w stylu: „stać Cię na kazdy zsamochód, bo oferujemy kredyt jedynie xxx złotych”

  4. BB

    „Dlatego farmazrony, bzdety i bełkot wypisują dziennikarze gospodarczy postulujący ograniczenie importu samochodów używanych, w celu rozwinięcia sprzedaży nowych aut. Nie, drodzy farmazoniarze, koledzy po piórze, ale nie po umyśle (sam jestem dziennikarzem). Otóż Polaka NIE STAĆ na nowy samochód. A jak zabierzecie mu możliwość kupna używanego, to będzie jeździł autobusem.”

    Niestety zdecydowana większość aut z zachodu ma niepewną przeszłość – za niską okazyjną cenę nie należy się spodziewać tego, że trafisz na dobry (bezwypadkowy, mało jeżdżony) egzemplarz. Ograniczenie importu używanych aut na pewno przynajmniej częściowo w ciągu kilku lat wyeliminuje problem tych gratów zza zachodniej granicy. I tak zamiast 10-letnich beemek „siódemek” i nieco młodszych Golfów, Focusów etc. za cenę 30-40k będzie się bardziej opłacało kupić nową Pandę, i10, Aveo, Logana… Takie autka pewnie byłyby u nas popularne jak 10 lat temu Seicento, Matiz czy Lanos. Za taką samą cenę wyjedziesz autem z salonu (100% pewne, że nie bite), z gwarancją, poza tym mniej pali, nowe oryginalne części też nie aż tak drogie jak np. w przypadku VW… Za parę lat te wozy stracą na wartości, część właścicieli zamieni je na nowe i wtedy będą idealną okazją dla takich poszukujących auta za ok. 10-15k.
    A z jeszcze tańszych aut – za 5k można teraz spokojnie kupić 10-letniego krajowego Matiza, Lanosa, Seicento czy Palio Weekend.

    1. Oszczedzaj.info

      Bardzo jestem ciekaw teorii „samochody z Zachodu mają niepewną przeszłość”. Rozumiem, że żyjąc w Polsce i zarabiając w złotówkach jeździmy po równych drogach, a jak coś się zepsuje jeździmy do ASO i tam wymieniamy zepsutą część. Nikt nie kombinuje jak naprawić to u Pana Zenka, albo samemu.

  5. Mateusz

    Autor ciekawie zaczął pisać o farmazoniarzach. Zdaje mi się, że jest poprostu jednym z nich, bo od kiedy 3200zł brutto to 2300zł netto?

  6. Kondzio

    Fajny tekst ale zupełnie zlałeś temat kosztów utrzymania samochodu, a to właśnie one są najważniejsze. Czekam na kolejny artykuł na ten temat:)

  7. Aleks

    Ciekawe zestawienie, ale nie do końca praktyczne. Tzn. brzmi lepiej niż tak na prawdę działa. Podstawą wyliczenia naszych możliwości finansowych zawsze musi być nie to ile zarabiamy ale tyle ile mamy dyspozycyjnej kasy. Prosty wzór: (nasze dochody – stałe wydatki) + oszczędności. A im mniej zarabiamy tym bardziej takie zestawienie jest sensowne. Po prostu człowiek który zarabia 5000pln może, o ile nie ma kredytu lub innych dużych stałych zobowiązań) może spokojnie zmniejszyć swoje wydatki o 2-3 tysiące złotych. Ale człowiek zarabiający 1-2 tyś oszczędzi co najwyżej kilkaset (przy olbrzymich wyrzeczeniach).
    Tym nie mniej popieram ideę, przeciwstawiająca się schematowi „postaw się a zastaw się”, nie tylko przy kupowaniu samochodów.

  8. LUL

    ta
    samochod za 3-4 pensje pracownika z tescoo
    1500x 4 = 6tys
    nic cos tam da sie jezdzacego upolowac
    duzo osob zarabia 2-3tysiaki i ma auta za 40tys

    Nie możemy też zapominać o kosztach utraty wartości samochodu, które są szczególnie wysokie przy dużych, luksusowych samochodach. Małe auta wolniej tracą na wartości.

    szybciej traca na wartosci nowe niz stare

  9. emmbee

    Rozsadny glos zabrany w ciekawej sprawie. Latwo jest sie dac omamic przystepnym cenom, trudno zachowac zdrowy rozsadek wziac poprawke na finansowy margines bezpieczenstwa.

    Ale jesli kupowac samochod to nigdy nowy, roznica w cenie miedzy nowym a lekko uzywanym jest zbyt duza zeby nie zadac sobie trudu i nie poszukac czegos np. rocznego w dobrym stanie.

  10. Lukasz

    Bzdury aż się nie chce czytać, raz że corsa może się non stop sypać a dwa od kiedy omega jest super limuzyną.
    Oglądanie samochodu po parkingach bardzo dobry pomysł bo niektórzy nie potrafią parkować, a myjnie automatyczne to fakt, zostawiają smugi na lakierze – więc może po prostu ktoś dba i zależy mu na ładnym wyglądzie auta?

  11. Atlisek

    Bzdury. W 2005 kupilem nowa Avensis – 100tys. zl, wtedy zarabialem +/- 8tys. Jezdze nia do tej pory, samochod przejechal prawie 150tys. kilometrow i mam w planach zamienic ja za nowy samochod do konca tego roku. W zeszlym roku dokupilismy dziewczynie nowy Ford Ka – 36tys. zl, splata kredytu wynosi 500zl miesiecznie. Nasza pensja lacznie wynosi kolo 7tys. zl. Oba samochody jezdza na przeklady, maja opony zimowe i letnie, stac nas na wynajem 2 pokojowego mieszkania, wyjscia na miasto, wakacje. Wiec chyba jest w tej matematyce w artykule wyzej jakis blad…

    1. gringo

      Każdy ma swoje „teorie”. Ja akurat zgadzam się z autorem. Razem z żoną zarabiamy 13tyś i kupiliśmy do jazdy astrę g 98rocznik za 7tyś. Wsadziłem po zakupie w samochód 2tyś. żeby samochód był niezawodny i aby w środku nic nie stukało i trzeszczało. Zadbany samochód, obecnie 201tyś(oryginalny przebieg), klimatyzacja, na autostradzie przy 140 troszeczkę głośny ale mam zamiar wsadzić 1tyś zł i będzie lepiej wyciszony. Do szpanu mam już zrobiony samochód E30 m-technic II gdzie jak jadę to każdy się gapi a na parkingach podchodzą ludzie i zagadują.
      Za zaoszczędzoną kasę razem z żoną jeździmy w weekendy po Polsce i dwa razy w roku lecimy gdzieś w cieplejsze kraje (jeszcze 12 dni i lecimy do egiptu :) :) :) ).
      W styczniu tego roku spłaciliśmy ostatnią ratę na mieszkanie :)

      Każdy ma swoje teorie, ale jak widzę cwaniaków w wypasionych Be-em-kach za 60-100tyś i później dowiaduję się, że wynajmują mieszkania albo wiążą koniec z końcem bo liczą ile na ratę muszą mieć to wtedy doceniam siebie i żonę(nie ma cisnienia na lans) oraz dziękuje Bogu, że nie jestem tak lekkomyślny.

      Jeżeli ktoś ma dom, stać go na nowy samochód za gotówkę, lub ma firmę i może to wszystko z korzyścią odliczyć to jak najbardziej może kupić nowy samochód. Ale reszta…. przepraszam ale nie widzę powodu dlaczego mam kupować nowy samochód.

      1. Oszczedzaj.info Autor wpisu

        Szacuneczek za rozsądne podejście. Podróże z rodziną, to świetny sposób wydawania pieniędzy – nic nie zastąpi czasu z najbliższymi. Dziwię się tylko, że mimo wszystko masz jakiś samochód do szpanu. Ja nie potrzebuję szpanować samochodem, wystarczy mi, żeby był bezpieczny i wygodny, reszta nie ma znaczenia.

  12. Marian

    Od kiedy pasek rozrządu wraz z robocizną kosztuje 700zł? Za taką kwotę można wymienić kompletny rozrząd w samochodzie z niższej półki. Skoro tekst jest o takich samochodach to koszt samego paska, jest o wiele niższy, więc nie wiem skąd te brednie w artykule.

  13. sneer

    Własnie ze nie omega jest autem klasy średniej wyższej wiec jest duża i droga. Poza tym brakuje mi wyjaśnienia dlaczego widełki pomiędzy 3-6 pensji a nie inne ? co do nowej avensis – policz koszty przy zakładanym okresie używania auta nowego i wyjdzie ci ze autor artykułu miał racje po prostu więcej zarabiacie i stać was na takie auto – policz swoją pensję w kredycie wasze obciążenie w budżecie jest niewielkie . co do brutto netto 3200 średniej krajowej brutto to własnie 2300 na rękę czyli skrót myślowy autora netto dla niedowiarków jest kalkulator płac na bankier.pl jeszcze jedno do kogoś kto pisze że lepiej kupić za 40k nowa pandę jak używana 4 letnia mazde – dlaczego chcesz zawężać ludziom możliwość wyboru ? niech użytkownicy się nauczą na własnym przykładzie i doświadczeniu to cenniejsze niż jakiekolwiek administracje obostrzenia poza tym to zakłóca rynek są osoby które potrzebują większego auta a nie pseudo auta – wszystko zależy ile jeździsz i dlaczego. Nie zawsze opłaca się nowszy mniejszy liczy się cel i do niego dobierasz auto.
    ja jestem za tym żeby rygorystyczne były badania techniczne i uszczelniono system złomowania/ubezpieczania aut a nei zabraniano marek

  14. XYZ

    Mateusz naucz liczyć, a jak nie wiesz jak jest to się zamknij, albo przynajmniej poszukaj w necie jak jest zanim popiszesz głupoty. Matka jest księgową i potwierdza że 3200 brutto to około 2300 netto…

  15. pz2k

    Atlisek, kupiłeś w 2005 (kiedy ceny mieszkań były o wieeele niższe niż dzisiaj – w 2006 kupiłem nowe mieszkanie 40m2 w 130tys mieście za 64.000 dziś notabene warte 140.000zł ) auto za 100.000zł a do dzisiaj żyjesz na wynajmie bez własnego mieszkania? Gratuluje idiotyzmu :)

  16. Tomek

    Bardzo podoba mi sie artykul i zdrowe podejscie autora. Szkoda, ze czesto nasi Rodacy podchodza do tematu jak dzieci – przebijajac sie w zakupach, lecz nikt nie wspomina o splacanych ratach za nowa fure… Pozdrawiam myslacych:)

  17. Bolek

    Artukuł pokazuje bardzo problem oczami bardzo młodego człowieka, który kupuje samochód na rok lub dwa. Ale jak się niewiele jeździ, dajmy na to ze 12tyś km rocznie. Uzbiera się ze 20tyś zł i zarabia się troszkę więcej niż 3200 to zamiast kupić jakiegoś szrota za 20tyś, który być może jest złożony z kilku innych jeszcze gorszych szrotów, warto kupić nowy samochód, który będzie służył nawet 10 lat bez wielkiego dokładania. Dealer przeważnie będzie chciał nam dać kredyt na dogodnych warunkach, a nawet 0% odsetek. Ale przede wszystkim wiemy, czym jeździmy, nikt nam wcześniej nie pierdział w fotel. Mamy kilkuletnią gwarancję. Przeglądy i ubezpieczenie kosztuje, ale w rozliczeniu powiedzmy 7 lat użytkowania i tak nam wyjdzie koszt 10tyś na rok. A jak sprzedamy auto wcześniej, znowu będziemy mieć połowę kwoty na nowe. Itd…

  18. moby04

    Komentarz kopiuję z wykopu z lenistwa… Jest w nim odniesienie do innej mojej wypowiedzi ale to nie jest clou wypowiedzi. Tak więc:

    A mnie zastanawia w tym całym wykładzie jedna rzecz… Gość napisał:

    „I jeszcze jedno: samochód musi obowiązkowo mieć ubezpieczenie OC. W przypadku młodego kierowcy trzeba się liczyć z kwotą powyżej 1000 zł, osoba powyżej 26. roku życia posiadająca zniżki zapłaci w okolicach 500 zł. Dla potrzeb wyliczenia załóżmy, że ubezpieczenie kosztuje 750 zł (szkoda, że ja płacę dwa razy więcej…).”

    I teraz jest psikus. Sam mam 25 lat, więc zwyżka za wiek mi się należy. Poprzednie auto (Civic ’98 wspomniany wyżej) miałem raptem rok i to tylko na OC, więc zniżki mizerne. Teraz mam Accorda 2005 z silnikiem 2,4 i za OC, NW i ubezpieczenie od kradzieży, pożaru i uszkodzenia szyb + pełny assistance płacę niewiele ponad 2 tysiące rocznie (wycena wartości auta około 50 tysięcy).

    Autor płaci 2 * 750 czyli 1500 złotych. Pisze o NIEZBĘDNYM ubezpieczeniu czyli zakładam, że ma tylko OC. Skoro jest tak oszczędny, że uczy tego innych to z pewnością znalazł ofertę gdzie nie było zwyżki za młody wiek/staż właściciela (ja znalazłem).

    Zostaje więc pytanie: czym ten gość jeździ, że tyle płaci?? I drugie pytanie: skoro wybrał najlepszą ofertę (w końcu taki oszczędny) to z wartość jego auta można spokojnie brać w okolicy 80-90 tysięcy (i tak nisko mierzę). Załóżmy, że autor artykułu nie ma obciążeń finansowych („np. kredyt hipoteczny”)… wychodzi, że na takie auto pracowałby 6 miesięcy. To daje (przy dolnych widełkach) jakieś 13 tysięcy złotych miesięcznie.

    Teraz pytanie: czy osoba o takich zarobkach może uczyć przeciętnego zjadacza chleba oszczędności? A może, co bardziej moim zdaniem wiarygodne, ktoś tu bierze dane z rękawa?

  19. adamssson

    Wszystko było by piękne gdyby nie fakt że autor nie wziął pod uwagę tego że nie istnieje coś takiego jak „kilkuletnie, mało jeżdżone auto”. Ktokolwiek kupuje nowy samochód to po to aby nim jeździć. W miedzy czasie są naprawy, stłuczki i setki tysięcy kilometrów. Potem to samo auto widnieje w ogłoszeniu jako „niebite, jeżdżone przez dziadka/babcie/kobiete *niepotrzebne skreślić*”. Wiem bo przez wiele lat sam wyznawałem tą teorie i chyba jak każdemu z nas zdarzyło mi się wtopić z zakupem.
    Potem były już tylko remonty, tygodnie bez samochodu i zmarnowane tysiące złotych.
    Pisze bo nie ukrywam – od 2 dni jestem posiadaczem nowego auta. Na kredyt. Kupiłem na kredyt, do spółki z żoną – bo tylko ze swojej pensji nie dałbym rady. I nie wstydze się że bede spłacał przez 7 lat. Wiem że mam na ten czas gwarancje która pozwala mi nie martwić się że pod maską jest common rail. I zgadza się – wszedłem na drogę „niewolnictwa” bo miałem dość rdzewiejącej i rozpadającej się maszyny w której przejechanie każdych 100km było wyczynem opłaconym nieludzkim zmęczeniem. Nowy – pali połowę tego co moja 20-letnia BMW 318. Jest cichszy, przestronniejszy, i o niebo bardziej komfortowy. A ponad wszystko – nie muszę go wietrzyć z zapachu zgrzybiałych wykładzin.

    Do wszystkich którzy nie wierzą.
    Nowe auto to zawsze wydatek. I jest drożej niż w przypadku „używki”. Plusy związane z nową KIĄ przesłaniają mi godziny spędzone pod maską taniego – używanego auta.

  20. Mari

    moim zdaniem wszystko zalezy do tego, jakie ktos ma podejscie do auta. Jeden bedzie je traktowac w ten sam sposob jak odkurzacz czy wanne. Ma spelniac okreslona funkcje. Sa tez ludzie, ktorzy interesuja sie motoryzacja i auto jest dla nich czyms wiecej.

    Nie mozna sie nasmiewac z kogos, kto ma na pierwszy rzut oka za drogi samochod. Kazdy ma inne hobby. Sa ludzie, ktorzy mimo niskiej pensji kupuja aparaty fotograficzne za 20 tys zl + roznego rodzaju obiektywy rowniez w cenach kilku tysiecy kazdy.

  21. R

    Akapit: „Po czym poznać osobę, która kupiła samochód, na który ją nie stać? ”
    Jeżdżę 10 letnią Astrą F.
    Dbam o ten samochód dokładnie tak jak jest to opisane w tym akapicie.
    Nie dlatego, że mnie nie stać, a dlatego, że mam sentyment do tego auta.
    Pozdrawiam osoby jeżdżące nowszymi autami, których stan wizualny oraz techniczny jest o wiele gorszy od mojego (a znam takich wiele).

  22. Santiago

    Dlaczego piszesz, że jeżeli ktoś dba o auto i sprawdza, czy ktoś mu go nie obił na parkingu, to znaczy, że go nie stać? Tzn. że jeżeli stać mnie na Bentley’a, to aby to udowodnić mam pozwolić w niego uderzać? Brawo, brawo. Myślę, że miało być trochę złośliwości i śmiechu, ale coś nie poszło. Jeżeli ktoś wydał ciężko zarobione pieniądze na jakiekolwiek auto, czy to Panda czy S-klasa, to ma prawo dbać o to auto i go sobie pilnować jak mu się podoba.

  23. Oszczedzaj.info

    Uważam, że pomiędzy dwudziestoletnim BMW, które pewnie paliło dużo i jest samochodem o bardzo niepewnej przeszłości technicznej a nowym Fiatem Pandą z salonu jest jeszcze kilka odcieni szarości. Gdy kupowałem mój samochód miał równo 10 lat, kosztował dokładnie połowę kosztów Seicento z salonu. Za połowę ceny mam klimatyzację, oszczędny silnik Diesla i jak dotąd samochód nie zapalił mi raz – przełamał się jeden głupi przewód. Pod maskę zaglądam tylko po to, żeby dolać wody do spryskiwacza szyb. A nowe auto traci bardzo dużo na wartości.

  24. Redneck

    Mój 16-letni samochód kupiłem za 300 (sic!) złotych, od początku na chodzie.Jak dotychczas zamknąłem się w kosztach ok. 2.500 złotych. Pokonałem jak dotychczas ponad 13 tyś. kilometrów po dziurawych niczym sito traktach podbeskidzia. Pojemnośc 1.0l , spalanie przy moim stylu jazdy to 6,5 l po mieście. Genialnie prosty produkt lokalnej fabryki, popularny w Tunezji, Brazylii, Polsce i innych krajach trzeciego świata…

  25. zariach

    może i słusznie.

    Ale mam to gdzieś.
    To że mam jako student niskie zarobki (i niskie obciążenia) nie odbierze mi radości z jazdy moją Alfą z 3 litrowym V6 i 220KM. Nie wyobrażam sobie jeździć Golfem III albo Civikiem z 96 ktore bylyby dla mnie „odpowiednie” wg tych wyliczeń.

    Wolę cieńko przęść, ale mieć coś z życia i czasem mieć możliwość przyciśnięcią i przekroczenia prędkości dozwolonej kilkakrotnie ;)

    1. Oszczedzaj.info Autor wpisu

      Żyjemy w wolnym kraju i nikt niczego nie zabroni. Też byłem studentem i nie było to aż tak dawno – kilka lat temu. Przyjemność jest oczywiście spora. Ale jeżeli dzisiaj odsuniesz konsumpcję na później, zaoszczędzisz pieniądze, ulokujesz je w bezpiecznych instrumentach (lokaty, obligacje korporacyjne), to za kilkanaście lat możesz takich aut mieć więcej.

      Piszesz, że masz niskie zarobki i niskie obciążenia. Szkoda, bo to znaczy, że masz mały margines bezpieczeństwa finansowego. Wystarczy trochę większa stłuczka, albo poważna awaria silnika, albo kłopoty z pracą, albo kolejne podwyżki ubezpieczeń i za chwilę okaże się, że utrzymanie tego samochodu jest zbyt drogie. Wg mnie najlepsza strategia to wysokie zarobki i niskie obciążenia :)

      Zwróć uwagę na jeszcze jedną rzecz: prawdopodobnie w Twojej strukturze wydatków samochód pochłania najwięcej pieniędzy. Czy w takim razie samochód jest dla Ciebie najważniejszy? Czy nie stajesz się jego niewolnikiem?

      Zastanów się, czy nie lepiej sprzedać ten samochód, kupić tańszy, a 2-3 razy do roku kupić sobie weekend na torze wyścigowym w maszynach od 300 KM wzwyż :)

      Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>